Rząd już za dwa lata zamierza wprowadzić jednolity podatek, co w opinii ekonomistów będzie groźne przede wszystkim dla przedsiębiorców. Nie będą już mogli rozliczać się liniowo, z czego korzystają głównie ci, których dochody są wyższe niż ok. 100 tys. zł rocznie.

Rząd w ten sposób chce wypełnić pustkę, jaka powstanie po obniżeniu podatków dla najuboższych płatników. Ale więcej będą płacili nie tylko lepiej sytuowani podatnicy. Fiskus dopadnie również średnio zarabiających. Trudno na razie powiedzieć na ile, bo o nowym jednolitym podatku wiadomo na razie tylko to, że ma być. Drugim ,,pewniakiem" jest fakt, że podatnicy, którzy do tej pory płacili podatek liniowy oddawali corocznie fiskusowi 16 mld. zł. Fiskus musi więc w jakiś sposób te pieniądze odzyskać, ale nie wiadomo jeszcze, w jaki sposób ta nowa danina będzie wyliczana, jakie będą stawki podatkowe ani ile będzie progów podatkowych.

Wiemy tylko, że najniższa stawka nowego podatku będzie wynosiła 19,5 proc., czyli nieco więcej niż obecnie wynosi składka emerytalna do ZUS- 19,52 proc., ale nowy podatek będzie już zawierał także i zobowiązania wobec tej instytucji. Ale taki niski podatek będzie dostępny tylko dla najmniej zarabiających, a nawet można przypuszczać, że będą go płacili tylko ci, których płaca nie będzie przekraczała minimalnego wynagrodzenia, czyli 2 tys. zł. Najwyższą stawkę podatku szacuje się na poziomie około 40 proc. Ile jednak będzie ona ostatecznie wynosiła, tego nie wiadomo. Tak samo, jak nie wiadomo, od jakiego progu będzie płacona. Docelowo tych stawek ma być kilka, możliwe, że nawet do pięciu.

Przestanie też obowiązywać limit dochodu, po którego przekroczeniu nie płaci się już ZUS. Jak łatwo zauważyć, wydatek dla firm będzie spory. Będą musiały więcej oddać fiskusowi, nawet 16 mld zł rocznie. Albo i więcej. I to tylko ci przedsiębiorcy, którzy teraz płacą podatek liniowy. Trudno się więc dziwić, że wprowadzeniu nowego podatku będą towarzyszyły ze strony podatników rozmaite uniki, optymalizacje podatkowe czy nawet działania mniej legalne, zmierzające do uniknięcia finansowania nowych pomysłów rządu. Niektóre firmy pewnie będą chciały uciec do szarej strefy, a to sprawi, że budżet nie tylko nie będzie miał dodatkowych wpływów z podatku dochodowego, ale też utraci wpływ z VAT-u. Inni przeniosą działalność za granicę, bez względu na to, czy to się spodoba rządzącym czy nie. I również skończy się odpływem pieniędzy z budżetu. A pozostali? Trzeba pamiętać, że i tutaj występuje pewna optymalizacja podatkowa zgodna z prawem.

Na atrakcyjności będą mogły zyskać spółki płacące podatek CIT. Ich stawka podatkowa teraz wynosi 19 proc. i zapewne nie ulegnie zmianie. A dla mniejszych i nowych podmiotów od przyszłego roku ta stawka będzie wynosiła nawet 15 proc. Co prawda, jeśli taka firma wypłaca wspólnikom dywidendę od zysku, to trzeba będzie się liczyć z ponownym podatkiem, ale w sumie i tak wyniesie on mniej niż 40 proc. Poza tym, taka spółka może zatrudniać określone osoby albo skorzystać z usług firm założonych przez swoich właścicieli. W rezultacie optymalizacja podatkowa przez utworzenie grupy firm może przynieść całkiem spore korzyści podatkowe.

Nic się nie mówi również o tym, czy zostanie zlikwidowany ryczałt ewidencjonowany oraz karta podatkowa. Jeżeli nie, to powstanie kolejny obszar do optymalizacji. Firma, która jest w ten sposób opodatkowana może przecież świadczyć usługi dla osoby prawnej i od zarobionych w ten sposób pieniędzy zapłacić stosunkowo niewielki podatek zryczałtowany. A przy okazji napędzić zaprzyjaźnionej spółce koszty. Może też świadczyć usługi dla innej spółki osobowej albo firmy założonej na nazwisko innego przedsiębiorcy i pomniejszać jego dochód.

Nie wiadomo też, jak przy uproszczonych formach będzie wyglądała ustalana danina i czy nie ulegnie ona zmianie. Może się przecież okazać, że z czasem wszyscy przedsiębiorcy będą musieli się rozliczać z dochodu. Wtedy na pewno część przedsiębiorców, zwłaszcza rzemieślników, zrezygnuje z własnego biznesu. Dla niektórych firm wchodzenie w optymalizacje podatkowe może być jednak nieopłacalne. Założenie kilku w firm zamiast jednej oraz zakładanie firmy za granicą, a nawet sama zmiana formy prawnej na spółkę rozliczającą CIT, to przecież dodatkowe koszty związane chociażby obsługą księgową. Dlatego też można się obawiać, że ten nowy pomysł rządu uderzy przede wszystkim w grupę średnio zarabiających przedsiębiorców. Tych najbogatszych będzie przecież stać na optymalizację i ucieczkę z dochodami.

Do tej pory przedsiębiorcy płacą 1 200 zł stałej składki do ZUS-u, niezależnie od osiąganych dochodów. Z tego obowiązku są w pewnym stopniu zwolnione tylko nowe firmy przez pierwsze dwa lata. Przedsiębiorcy płacą też podatek według skali podatkowej- zwykle 18% (poniżej dochodu ok. 100 000 zł liniowy PIT się nie opłaca). Oznacza to, że tylko część ich dochodów jest obarczana bardzo wysokimi daninami na rzecz ZUS i fiskusa. Największe obciążenie wynika z podatku dochodowego. Po zmianach i wprowadzeniu progresywnej stawki podatku takie zjawisko będzie zanikało. Wtedy np. samozatrudnienie może stracić na atrakcyjności.

To samo będzie się odnosiło do umów o dzieło, za które teraz w ogóle nie płaci się składek ZUS, a jak będzie w przyszłości liczony od nich podatek - nie wiadomo. Trzeba też pamiętać, że niektóre inne wynagrodzenia teraz są tylko opodatkowane. Tak się dzieje np. przy bardzo popularnych umowach zlecenia ze studentami lub uczniami. Tak podatek liniowy, uproszczone formy rozliczeń jak i stosunkowo niski ZUS ma w zamierzeniach ustawodawcy rekompensować przedsiębiorcom inne niedogodności, z którymi ciągle muszą się zmagać, a które nie dotykają osób zatrudnionych na etatach. Przecież to prywatni przedsiębiorcy ponoszą duże ryzyko gospodarcze, zmagają się z dodatkową biurokrację chociażby w postaci prowadzenia księgowości, przeważnie a czasem wyłącznie, na potrzeby ZUS i organów podatkowych.

Efekt planowanych zmian w podatkach może być więc odwrotny do założonego. Dokładając obciążeń fiskalnych przedsiębiorcom wielu z nich może po prostu nie udźwignąć takiego ciężaru i zlikwidować, ograniczyć działalność gospodarczą, albo uciec w szarą strefę. Ci więksi natomiast schowają się za optymalizacją podatkową. Poza tym wiedza o tym, że nasze starania czy próby polepszenia własnego bytu za dodatkowo zarobione pieniądze, zamiast służyć nam i naszym bliskim, zostaną rozdysponowane w imię „państwa socjalnego” z całą pewnością nie służy rozwojowi biznesu.

Dziś jeszcze trudno wyrokować, czy jednolity podatek będzie dobrym, czy złym rozwiązaniem oraz kto na nim straci najwięcej, a kto zyska. Niewątpliwie jednak jednolity podatek ma także zalety. Spowoduje przecież uproszczenie zarówno systemu podatkowego jak i ubezpieczenia społecznego, przynajmniej w założeniach. Jednak dokąd nie poznamy szczegółów projektu  i opierając się tylko na zapowiedziach, trudno powiedzieć, czy planowane zmiany będą oceniane pozytywnie czy też negatywnie.