Z nieba do piekła trafili widzewiacy w meczu z Finishparkietem Drwęcą Nowe Miasto Lubawskie. Łodzianie po pierwszej połowie prowadzili 2:0, ale w drugiej części dali sobie strzelić trzy bramki i przegrali mecz o drugie miejsce w tabeli.

Tomasz Muchiński w meczu z wiceliderem znów zmienił podstawową jedenastkę. Po raz pierwszy w lidze zagrał Mateusz Wlazłowski, ponieważ Michał Choroś ma problemy ze zdrowiem, a Kacper Bargieł był defensywnym pomocnikiem. Największą jednak niespodzianką było zostawienie w rezerwie najlepszego strzelca drużyny Daniela Mąki. 

Okazało się jednak, że zmiany wyszły Widzewowi na dobre, bo rozegrał najlepsze 45 minut w tym sezonie. Prawie do samej końcówki kontrolował wydarzenia na boisku, czekając na swoją okazję. Wreszcie było widać jakąś myśl zamiast bezmyślnego biegania i kopania. Źle zaczął spotkanie Krzysztof Możdżonek, stanowczo za często tracący piłkę. Ale w 19. min popisał się znakomitym prostopadłym podaniem do Mateusza Michalskiego, a ten w sytuacji sam na sam spokojnie kopnął do siatki między nogami bramkarza. Wcześniej wynik mogli otworzyć Możdżonek i Kamil Sabiłło. 

Gospodarze starali się grać pressingiem, lecz niewiele z tego wynikało. Najbliższy pokonania Wlazłowskiego był jego kolega Sebastian Zieleniecki, który tak niefortunnie odbił piłkę po wrzutce, że bramkarz Widzewa z trudem obronił. Było to w 31. min, a trzy minuty później goście wygrywali 2:0. Gola zdobył Adrian Budka bezpośrednio z rzutu rożnego. Trudno napisać, że tak chciał, ale skierował piłkę w bramkę, zaś jego koledzy przeszkadzali bramkarzowi. 

Dopiero w końcówce Finishparkiet osiągnął przewagę, zamykając widzewiaków w ich polu karnym. Wlazłowski znów musiał wybijać piłkę, a wolej Bartosiaka był niecelny. Trochę w tym było winy łodzian, bowiem za bardzo uwierzyli w swoje siły i zamiast wybijać piłkę, próbowali rozgrywać ją, co dwukrotnie kończyło się stratami. 

To było poważne ostrzeżenie, bowiem - jak się okazało - powodem słabszej końcówki nie był brak koncentracji, lecz brak sił. W drugiej połowie widzewiacy słabli z minuty na minutę. Bargieł, który do przerwy świetnie spisywał się w roli defensywnego pomocnika, po godzinie naciągał sobie mięśnie, a jego koledzy biegali coraz wolniej. Po przerwie łódzka drużyna nie stworzyła sobie ani jednej okazji do strzelenia gola.

Nie udało się też utrzymać prowadzenia, ponieważ przeciwnicy byli znacznie szybsi, zaś Wlazłowski wpuścił wszystko, co leciało w bramkę. O ile jeszcze przy pierwszym golu dla Finishparkietu większych szans nie miał, to przy trafieniu na 2:2 minął się z piłką, podobnie tak przy zwycięskiej bramce. Jego koledzy w obronie też byli bezradni jak dzieci. Gospodarze naprawdę nie grali nadzwyczajnie, ale na Widzew wystarczyły najprostsze środki, jakimi były wrzutki w pole karne

Finishparkiet Nowe Miasto Lubawskie - Widzew 3:2 (0:2)

Gole: Jackiewicz (60.), Kostkowski (77.), Miller (80.) - Michalski (19.), Budka (34.)

Widzew: Wlazłowski - Tlaga, Jędrzejczyk, Zieleniecki, Gromek (65. Szewczyk) - Bargieł (76. Bartos), Okachi - Budka, Możdżonek (81. Wielgus), Michalski - Sabiłło (72. Mąka)


źródło: sport.pl