W sobotę 11 maja o godz. 14:30, na platformie YouTube został opublikowany film dokumentalny "Tylko nie mów nikomu" Tomasza Sekelskiego. Film jest efektem dziennikarskiego śledztwa, które dotyczyło księży pedofilów. Duża część produkcji poświęcona jest Andrzejowi S., byłemu proboszczowi z Mszana pod Brodnicą. Oskarżający księdza S. Marek Mielewczyk właśnie wygrał sprawę w sądzie.

Sceny filmu Sekelskiego zawierają dramatyczne relacje ofiar księży pedofilów. Jedną z ofiar jest Marek Mielewczyk, którego wykorzystał Andrzej S., były proboszcz z Mszana.

Wszystko działo się w latach 80., kiedy Mielewczyk jako ministrant był molestowany przez księdza Andrzeja S. Późniejszy proboszcz parafii w Mszanie pod Brodnicą był wówczas księdzem w parafii pw. Św. Kazimierza w Kartuzach. 

- Sprawa stanęła przed sądem już w lipcu 2017 roku. Sąd Okręgowy w Gdańsku nakazał wówczas Andrzejowi S. przeprosić Mielewczyka - w formie pisemnej - za naruszenie jego dóbr osobistych. Powód domagał się również zapłaty 10 tysięcy złotych zadośćuczynienia. Tego sąd jednak nie uwzględnił. Ostatecznie od wyroku odwołały się obie strony. We wtorek poznaliśmy wyrok Sądu Apelacyjnego w tej sprawie - informuje radio TOK FM.

Odczytująca wyrok sędzia Dorota Gierczak, molestowanie porównała do tortur.

- Było to nieludzkie wykorzystywanie małoletniego dziecka, nieświadomego tego, co się w stosunku do niego dzieje i niemającego pełnego, normalnego oparcia w rodzinie - czytamy w relacji radia TOK FM.

Mimo upływu terminu przedawnienia sąd orzekł, że ofierze księdza S. należy się 400 tysięcy złotych zadośćuczynienia od parafii, księdza i diecezji. Diecezja i parafia muszą też pisemnie przeprosić Marka Mielewczyka.

To bezprecedensowy wyrok w sprawach o pedofilię w kościele. Jak oceniacie, czy wyrok sądu jest sprawiedliwy?