Otrzymaliśmy list na skrzynkę e-mail od mieszkańca sąsiedniego powiatu, a jednocześnie naszego czytelnika. Nasz rodak wyjechał do Holandii, aby pracować i zarobić na przysłowiowy "chleb". Poniżej publikujemy treść listu, który daje do myślenia...

List od czytelnika:

Często widzę narzekania rodaków zarówno na Facebooku jak i w komentarzach jak bardzo nie podobają się środki obrane przez rząd by opanować pandemię. 

Wierzcie mi to najlepsze co mogli zrobić. Dlaczego? Już wyjaśniam. Na co dzień pracuje na terenie Holandii. Tu poza zamknięciem szkół, kin czy zakazem zgromadzeń życie toczy się, jak gdyby nigdy nic. Holendrzy spotykają się na spacerach, dzieci z kilku rodzin bawią się razem na placach zabaw. Rezultat? 4.200 zachorowań gdzie jeszcze w sobotę było ok 3500. I sądzę że będzie jeszcze gorzej. 

Na co dzień pracuję w magazynie i gdy zbyt głośno zaczęto mówić miedzy sobą na temat koronawirusa i ewentualnym pozostaniu w domu, wówczas na porannym spotkaniu usłyszeliśmy, że jeśli nie przyjdziemy do pracy zostaniemy zwolnieni. Gdy jednak zadzwoniono ze szpitala że jedna holenderka ma potwierdzony przypadek koronawirusa szefostwo najpierw okłamało ludzi, że to nie prawda. Gdy pracownicy skontaktowali się z tą osobą i ta potwierdziła, że ma tę chorobę, szefostwo stwierdziło, że i tak 65 % osób zachoruje i nie warto martwić się na zapas a firma musi mieć ciągłość. Takie podejście mają Holendrzy. 

Żadnych środków ochrony typu maski, czy żele antybakteryjne. Służba zdrowia przyjmuje tylko i wyłącznie, gdy już Twój stan jest krytyczny. Ostatnio Holenderka wrzuciła filmik gdzie nie może złapać tchu, ma gorączkę, a mimo to szpital nie chce jej przyjąć. Takie widoki dają do myślenia. 

Dlatego kochani cieszcie się że w Polsce jest jak jest. I dbajcie o siebie, ograniczcie wyjścia z domu do minimum. Pozdrawiam...

Osoba zgodziła się na publikację listu. Otrzymamy jeszcze notatki z przekroczenia granicy, jak to wygląda w praktyce teraz, gdy świat zmaga się z koronawirusem.